„Dary Anioła” – witaj w Mieście Kości

Tytuł: „Dary Anioła; Miasto kości”
Autor: Cassandra Clare

Nad twórczością Cassandry Clare mogłabym się wiecznie rozpływać. Po przeczytaniu „Diabelskich maszyn” nie mogłam rozstać ze światem Nocnych Łowców od tak, więc postanowiłam, że wezmę się za „Dary anioła”. Zdecydowanie to bardzo dobra decyzja, której nie żałuję. Częściowo zespojlerowałam sobie dużo wydarzeń obejrzanym kiedyś filmem, którego na marginesie zbytnio nie polecam. Mam nadzieję, że serial, o którym niedawno się dowiedziałam, że już kręcą będzie o niebo lepszy, choć wiadomo nic i tak nie przebije książki.

Główna bohaterka to szesnastoletnia Clary Fray mieszkająca w Nowym Jorku, która pewnego razu wraz z przyjacielem Simonem wybiera się do klubu Pandemonium a tam widzi coś czego inni nie mogą zobaczyć – Nocnych Łowców zabijających demona. Kiedy na następny dzień w kawiarni myśli, że może jednak jej się to przewidziało zauważa jednego z nich. Sprawy komplikują się, gdy okazuje się, że nie może wrócić do domu, bo jest on zupełnie zdemolowany przez dziwne stwory, a jej matka zniknęła. W ten sposób poznaje Jace’a, który zaprowadza ją do Instytutu, pokazuje świat Nocnych Łowców i pomaga w zrozumieniu rzeczywistości, która jest zupełnie inna niż Clary sobie wyobrażała. Powód, przez który zaginęła Jocelyn Fray ma związek z jednym z Darów Anioła, Kielichem, kto tak bardzo go potrzebuje?

„Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym.”

Od pierwszych stron wiedziałam, że ta książka nie jest zwyczajna i ma w sobie to „coś”. Zawsze kiedy słyszałam słowa „demon”, „wilkołak” albo „wampir” to kojarzyły mi się one z jakąś straszną bajką dla dzieci lub (nie wiem dlaczego) słabą powieścią. Tutaj każda magiczna istota była wspaniale wpleciona w akcję, dzięki czemu wszystko wydawało się bardziej realistyczne. W „Mieście kości” widać, że to jedna z pierwszych powieści Cassandry Clare, bo jest duża różnica dojrzałości pisarskiej między „Diabelskimi maszynami”, które powstawały później a tym tomem. Główna bohaterka wydaje się dosyć często infantylna w swoim zachowaniu i do przesady głupiutka, ale z rozdziału na rozdział jej postać jest coraz lepiej opisywana, przynajmniej moim zdaniem. Nie sądzę, że autorka specjalnie stworzyła taką Clary jaką widzimy na początku powieści, tylko że staje się ona barwniejsza z każdym zdaniem kiedy to jednocześnie Cassandra Clare wczuwa się coraz bardziej w to co pisze. Postać Tessy z „Diabelskich maszyn” była wprawdzie o niebo bardziej rozgarnięta, ale myślę, że wynika to właśnie z większej wprawy pisarskiej twórczyni tych tomów.

„– Trzymaj się z daleka od mojej broni. Nie dotykaj żadnej bez mojego pozwolenia.
– Cóż, właśnie pokrzyżowałeś moje plany sprzedania jej na eBayu – rzuciła Clary.
– Sprzedania na czym?
Clary się uśmiechnęła.
– Mitycznym miejscu o wielkiej magicznej mocy.”

Jeśli chodzi o innych bohaterów to każdy z nich skradł moje serce. Tak jak pisałam już w ostatniej recenzji „Mechanicznej księżniczki” uwielbiam Magnusa Bane’a. Pomimo tego, że jest postacią drugoplanową to jego czyny mają bardzo duży wpływ na rozwój wydarzeń. Urzekł mnie przede wszystkim swoją tajemniczością i swobodnym podejściem do życia i wydaje mi się, że nie tylko mnie tym zachwycił i że na świecie ma ogromną rzeszę fanek.

W „Mieście kości” przede wszystkim ogromnie spodobało mi się, że wszystkie dziwne „zjawiska”, stwory i wydarzenia opisane są jako normalne przez co faktycznie wczuwamy się w akcję i szybko się możemy zaklimatyzować. Oprócz tego spodobał mi się wątek miłosny, który był świetnie poprowadzony i nie wiódł prymu w całej książce tylko ciekawie ubarwiał wydarzenia. Zakończenie było dla mnie dosyć zaskakujące nawet pomimo tego, że oglądałam wcześniej film, a jak wiadomo, książki są lepsze od ekranizacji i jest w nich opisanych o wiele więcej szczegółów. Właśnie te detale sprawiły u mnie duże zaintrygowanie i częściowo niedowierzanie.

Podsumowując, „Miasto kości” to powieść, którą powinien przeczytać zdecydowanie każdy miłośnik tego gatunku, bo jest czym się zachwycić i naprawdę warto. Szybko utożsamiamy się z bohaterami, wciągamy się w akcję i nie wiemy nawet jak to się stało, że czytamy już koniec.

Ocena: 9/10
(Nie 10/10 z powodu denerwującej czasami Clary 🙂 )

dary-aniola-tom-1-miasto-kosci-b-iext23093409

Reklamy

2 myśli nt. „„Dary Anioła” – witaj w Mieście Kości

  1. Pingback: Tak dużo książek na świecie, tak mało czasu na czytanie… – podsumowanie 2015 | Wercenzentka

  2. Pingback: Seriale Wercenzentki | Wercenzentka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s