Książki z dzieciństwa

Każdy z nas na pewno w dzieciństwie nie raz słyszał jakąś bajkę, opowiadanie, baśń, historię, która bardzo mu się podobała. Czymże byłoby życie trzylatka bez bajek? Nie byłoby tylu fantazji, pomysłów, niekoniecznie mądrych. Niech nikt nawet nie próbuje zaprzeczać! W dzisiejszym poście przedstawię Wam książki, które towarzyszyły mi w moim dzieciństwie i które po części ukształtowały mój charakter. 

Przed wszystkim, pierwsze co nasuwa mi się do głowy to „Świat Kubusia Puchatka” i „Dobre maniery Kubusia Puchatka”. O Kubusiu chyba każdy słyszał. Ten mały, przyjazny, lubiący miód miś nauczył mnie wielu wartości m.in. takich jak przyjaźń, zaufanie i poświęcenie oraz pokazał mi tak jak wskazuje tytuł, jak przestrzegać dobrych manier. Uwielbiałam słuchać o jego perypetiach i jego spotkaniach z przyjaciółmi. Sama nie wiem, którego z nich najbardziej lubiłam, bo wszyscy byli wspaniali: Prosiaczek, Tygrysek, Hefalumpy, Krzyś…

KopciuszekKolejnymi niezapomnianymi przeze mnie bajkami są: „Kopciuszek”, „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” czy „Śpiąca królewna”. Są to trzy historyjki, które kochałam czytać i kiedy mi je czytano, nawet po kilka razy, w różnych wersjach. Wydaje mi się, że każda pięcioletnia dziewczynka chciała zostać księżniczką, mieszkać w ogromnym pałacu i mieć swojego wymarzonego księcia. Do tej pory zdarza mi się wziąć z półki książki z tymi bohaterkami. Zawsze zastanawiałam się jakie było prawdziwe imię Kopciuszka, co się tak naprawdę stało ze złą macochą królewny Śnieżki i co się działo na świecie przez te sto lat kiedy Aurora spała. Szczerze powiedziawszy, do tej pory dokładnie nie wiem i pozostawiam mojej wyobraźni duże pole do popisu. Bohaterki tych trzech bajek w pierwszej kolejności kojarzą mi się teraz z Disneyem, bo pamiętam, że ekranizacje też uwielbiałam oglądać, w szczególności „Kopciuszka”. Zawsze podobały mi się przepiękne, kolorowe suknie, ślicznie przedstawione miejsca i łagodne głosy postaci. Pomimo tego, wiedziałam z książek, że Śnieżka czy Aurora mogą wyglądać zupełnie inaczej i o tym decyduję ja i w ten właśnie sposób powstawały w mojej głowie różne wizje księżniczek.

4Nieco innymi ich przykładami mogą być Arielka, Roszpunka i Pocahontas. Zawsze je oddzielałam od reszty, bo dla mnie wydawały się inne i mniej „zamkowe”. Wiadomo, w finale tych bajek obie dostają swojego wymarzonego księcia (Pocahontas tak jakby księcia :P), a jak książę to i zamek powinien się kojarzyć, ale jak dla mnie ich przygody odbywały się w większości „na zewnątrz” przez co uważałam je za bardziej szalone. Pamiętam jak przeżywałam co się stanie z każdą z nich, wtedy jeszcze nie zdawałam sobie zbytnio sprawy, że takie historie zawsze kończą się szczęśliwe, ze względu na ich odbiorców, a byłam wtedy jednym z nich.

Opisałam tu te najpopularniejsze bajki, które każdy zna, ale nie oznacza to, że tylko takie czytałam. Do tej pory pamiętam, jak mając sześć lata w jeden dzień przeczytałam całą książeczkę z różnymi opowiadaniami, liczącą 93 strony. Wstałam rano i do wieczora bez przerwy czytałam. Jako, że moje umiejętności nie były jakoś wybitne (6 lat!) to chwilę mi to zeszło, ale jaką ogromną satysfakcję czułam po skończeniu! A w tejże książeczce znajdowały się bajki takie jak: „Jak Franciszka zdobyła skrzydełka”, „Zielony Hop-Hopek”, „O smutnym smoku” czy „O małym Kaczorku, który miał wielkie plany”. Uwielbiałam czytać WSZYSTKIE historie! 😀

14130_2Jak o bajkach się rozpisuję to o baśniach też by pasowało. Każdy z nas z pewnością zna „Dziewczynkę z zapałkami” czy „Calineczkę”. O tych historiach się nie zapomina ze względu na zakończenia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że „Kopciuszek” czy „Królewna Śnieżka” to TEŻ baśnie, ale tak jak pisałam wcześniej, powstała cała masa różnych wersji tych bardziej „bajkowych”, kolorowych . Wszakże, nie wszyscy słyszeli, ale oryginały wcale nie były zupełnie odpowiednimi opowiadaniami dla dzieci na noc. Weźmy pod lupę na przykład „Czerwonego Kapturka”, w oryginalnej wersji dziewczynka dzieli swój los z babcią, kończąc jako pokarm dla okrutnego wilka. W przypadku „Kopciuszka” dwie przyrodnie siostry chcą oszukać księcia, odcinając sobie kawałek stopy. Ten, kiedy się o tym dowiaduje, rozkazuje gołębiom wydziobać ich oczy. Pewnie część z Was gdzieś już słyszała te wersje, co nie zmienia faktu, że chyba są one mnie popularne niż te z skowronkowym happy endem.

Wróćmy jednak do tych baśni, w których nie występują księżniczki. Po nie lubię do tej pory sama sięgać, szczególnie po te bardziej brutalne, napisane przez braci Grimm. O ile „Dziewczynkę z zapałkami” czyta się obowiązkowo jako lekturę w trzeciej klasie podstawówki, za to nie każdy słyszał o „Dziewczynce bez rąk”. To trochę pokręcone, bo z jednej strony boję się banalnych, rzekomo strasznych historyjek, a z drugiej sama sięgam po niezbyt „normalne” baśnie.

002_seria_kozucha_001

Kiedy czytałam baśnie będąc o wiele młodsza to sama dochodziłam do wniosku, że w nich wszystko o wiele bardziej się komplikuję i jest trochę więcej pułapek i problemów niż w tych księżniczkowych bajkach. Przeczytawszy cokolwiek z twórczości Charlesa Perrault czy Hansa Christiana Andersena miałam później noc pełną rozmyślań i refleksji. Zwyczajnie w świecie było mi żal jeśli jakiś bohater umarł czy ucierpiał. Między innymi właśnie dlatego baśnie tak bardzo zapadły mi w pamięci.

mary-poppins-halosOstatnią książką a raczej serią, o której chcę wspomnieć to niezapomniana i jedyna  w swoim rodzaju „Mary Poppins! Wprawdzie opowiadania o niej czytałam będąc już trochę starszą, ale wydaje mi się, że 7/8 lat to jeszcze nie taki stary wiek. 😀 Ta niezwykła niania otworzyła jakiś nowy etap w mojej przygodzie z czytaniem. Było to dla mnie coś wielkiego, ponieważ mogłam wziąć do ręki taki duży tom (duży jak na mój wiek) i z dumą powiedzieć, że go przeczytałam. Zadziwiała mnie niezwykłość tej powieści, po prostu kochałam czytać o przygodach dzieci państwa Banksów i zadziwiającej Mary Poppins!

Te historie najbardziej zostały przeze mnie zapamiętane i sądzę, że nigdy nie uciekną z mojej głowy. Ich po prostu nie da się zapomnieć. Bez nich nie byłoby dzieciństwa, oczywiście, nie koniecznie bez dokładnie tych, bo każdy pewnie jak był mały to słyszał jakieś oryginalne historie, wymyślone naprędce przez rodziców. Niemniej jednak zazwyczaj od tych opowiadań zaczynają się przygody czytelnicze książkoholików. 🙂

Reklamy

4 myśli nt. „Książki z dzieciństwa

  1. Mary Poppins to klasyka! 😀 Ciesze się, że ci się podobała. (a co z R. Dahlem?)
    Z tym kubusiem to pamiętam dobrze, bo ciągle go chciałaś czytać. 😀 a ja się dziwiłam jak nie wiem co, bo ja akurat kubusia nie lubię. zbyt. 😛
    co do baśni, to muszę ci podrzucić współczesne ich wersje. ostatnio czytałam (po angielsku) taki prequel do baśni grimm i muszę powiedzieć – MEGA.
    a wiesz tak na marginesie, że to co zebrali grimm wcale nie było od lokalnej ludności, jak się powszechnie uwaza. albo że Charles Perrault miał problem z kobietami bo się ich panicznie bał…? 😀 to wszystko jest w tych baśniach 😉

    Lubię to

  2. Andersen czy bracia Grimm raczej nie pisali bajek nadających się dla małych dzieci… A to dziewczynka traci stopy, by uwolnić się od tańczących pantofelków, a to mały ptaszek ginie, by ofiarować nieszczęśliwemu czerwoną różę… Syrenka musi wybrać między zamordowaniem ukochanego księcia a własnym życiem i rzuca się w fale. Gdy z nim tańczy czuje, jakby stąpała po ostrzach. My znamy tylko „uładzone” wersje baśn i trochę szkoda.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s