Cel: obalić Ostatniego Imperatora – „Z mgły zrodzony”

Jak ja dawno nie recenzowałam tu nic, tyle wpisów książkowych wstawiałam, że o recenzjach zapomniałam. Nie no, oczywiście nie zapomniałam tylko byłam w trakcie czytania dużej objętościowo książki, którą udało mi się skończyć dopiero na feriach. Właśnie od momentu, gdy finalnie zamknęłam „Z mgły zrodzonego” zdałam sobie sprawę, że Brandon Sanderson dołączył do mojego ścisłego grona ulubionych pisarzy. Uwielbiam go za to jak stworzył świat w tej powieści, za wszystkie szczegóły, za wspaniałych bohaterów, za dreszczyk emocji,  no i oczywiście za świetnie spędzony czas.

Szesnastoletnia Vin od małego wychowuje się w szajce złodziejskiej, trzymając się blisko swojego brata Reena, ponieważ wie, że zbytnie wychylanie się w Ostatnim Imperium pod nosem Obligatorów i Inkwizytorów może być niebezpieczne. Niestety, pewnego dnia Reen, zgodnie z obietnicą odchodzi, a Vin zostaje sama. Do czasu. Kelsier jest jednym z niewielu Zrodzonych i zdaje sobie sprawę, że Vin nie pojęcia o mocach, które posiada tak samo jak i on. Allomancja – to słowo wszystko wyjaśni. Postanawia przygarnąć dziewczynę do swojej szajki, która nie zajmuje się jedynie rabunkami, oni chcą obalić samego Ostatniego Imperatora, który ma wręcz boską moc i wykorzystuje ją manipulując arystokracją i skaa. Co z tego wyniknie? Czy uda wzniecić się rebelię wśród przerażonych ludzi? Kto straci, a kto zyska?

„Wszystko kosztuje. Ale czym są pieniądze? Fizyczna interpretacja abstrakcyjnej koncepcji wysiłku. No cóż, noszenie tego munduru także wymagało wysiłku, i to sporego. Powiedziałbym, że teraz rachunki między mną a tą kurtką są wyrównane.”

Mogę powiedzieć, że świat pana Sandersona wydaje się być tak prawdziwy, że bardziej nie można. Popiół, który prawie bez przerwy pada z nieba, pomarańczowe liście zamiast zielonych, czerwone a nie żółte słońce, wszystko to jest tak wspaniale opisane tworząc tak realny obraz, że mamy wrażenie jakbyśmy to my spacerowali po tym mieście, pełnym żebraków, chorych, ubogich, czasami nawet martwych ciał. Podobało mi się, że to książka zupełnie „inna”. Chyba tak to mogę nazwać. Nie potrafię dokładnie zdefiniować o jaką inność mi chodzi, ale czytając czułam to „coś”, był ten klimat, który sprawia, że nie chcesz przestawać czytać.

„– Zapomniałem o czymś?
– No cóż. Skoro już wymieniasz problemy, jakie mamy pokonać, powinieneś jeszcze dopisać, że wszyscy jesteśmy porządnie stuknięci… choć trudno nam będzie coś na to zaradzić.”

Jeśli chodzi o bohaterów to bardzo szybko ich polubiłam, w szczególności Kelsiera, spodobał mi się jego charakter i podejście do życia. Pomimo wielu trudów, które przeszedł w swoim życiu to nie załamał się, a jedynie go to wzmocniło. Nawet w trudnych sytuacjach zachowywał zimną krew, zawsze potrafił się uśmiechnąć i zażartować i właśnie tymi cechami skradł moje serce. Oprócz niego bardzo ciekawymi postaciami byli Breeze, Ham, Yeden czy też Clubs – członkowie szajki. Każdy w jakiś sposób wnosił coś do powieści. Oczywiście nie obyłoby się też bez bohaterów, których poznajemy odrobinę później, ale równie szybko zaczynamy pałać do nich sympatią.  Specjalnie na koniec zostawiłam Vin, w książce pokazane są jej dwie osobowości, z jednej strony biedna, mała, przestraszona, a z drugiej strony pewna siebie, odważna, waleczna. Kiedy trzeba było potrafiła też grać arystokratkę i to z bardzo dobrym skutkiem. Nigdy wcześniej nie zaznała prawdziwej miłości, nie wiedziała co to przyjaźń, nikomu nie ufała. Przez cały tom obserwujemy jej zmianę z zacukanej i nieufnej dziewczyny w szajce do kobiety, która zrobi wszystko żeby ocalić przyjaciół.

W książce podobało mi się również to, że nie dominował tu żaden  wątek miłosny. Był sobie on, ale bardziej w tle i nie frustrował przez to czytelnika. W niektórych książkach autor na siłę chcę zainteresować w ten sposób czytających, często jest to przyczyną podupadającego głównego wątku. W tej powieści jest zupełnie inaczej, co także mi mocno zaimponowało. Już od dawna szukałam jakiejś pozycji, w której nie byłoby tyle „miłości”. Dodatkowo mogliśmy zauważyć wyważoną dawkę humoru, co także działało na plus.

O ile na samym początku nie do końca byłam jeszcze przekonana do „Z mgły zrodzonego” to teraz po skończonej lekturze, mogę jedynie ją Wam gorąco polecić. Jeśli szukacie czegoś „innego” to z pewnością ta książka spełni Wasze oczekiwania.

Ocena: 9/10

Tytuł: „Z mgły zrodzony”
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł oryginalny: Mistborn
Tłumacz: Aleksandra Jagiełowicz
Cykl: Ostatnie Imperium
Wydawnictwo: Mag
Stron: 672

z_mgly_zrodzony

Reklamy

2 myśli nt. „Cel: obalić Ostatniego Imperatora – „Z mgły zrodzony”

  1. Dość głośno o tej pozycji, ale ciągle wydaje mi się, że to nie do końca powieść w moim stylu 🙂 Może z czasem ciekawość wygra i sięgnę po nią w ramach testu.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    Polubienie

  2. Też bardzo lubię „Z mgły zrodzonego”, ale jeśli chodzi o Sandersona, to najbardziej ze wszystkich jego książek polecam „Elantris”. Niesamowite u niego jest to, że wciąż stwarza nowe światy, z nowymi zasadami i innymi rodzajami magii. Oby wyobraźnia nigdy mu się nie wyczerpała!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s