Nowy początek, nie chce mi się czytać, Tanya Burr, nie tylko książki…

Już od dłuższego czasu zastanawiałam się czego brakuje mi w moich wpisach. Z pewnością chodziło o jakiś szczegół, ale ja nie mogłam dojść o jaki. Po wielu miesiącach przerwy jedyne co mogę stwierdzić, że elementem, który gdzieś się zapodział była naturalność.

Wpisu nie da się zbotoksować

Pisanie recenzji na początku niezmiernie mnie ekscytowało i sprawiało ogromną frajdę, ale po paru miesiącach stało się dla mnie nieco męczące i mogę powiedzieć, że się wyprułam, a moja wena bezwiednie gdzieś uleciała. Siadałam do laptopa po paręnaście razy, ale zwyczajnie w świecie nie dałam rady zmusić się do napisania ani jednego słowa, w mojej głowie świtała jedynie jedna wielka, czarna dziura. O książkach wolę mówić, ale to i tak nie o każdej tak się da, a z czasem i to się może znudzić albo „wyprać”.

Nie czytam blogów innych recenzentów?!

Sama, po pewnym czasie wchodząc a blogi recenzenckie, przyłapałam się na tym, że zamiast czytać recenzje to tylko je skrolowałam lub pobieżnie przeglądałam. Bo ileż można przejrzeć opinii na temat jednej i tej same książki wysłanej do parędziesięciu blogerów, którzy w większości nie piszą szczerych przemyśleń, lecz takie by wydawnictwo było zadowolone? Niewiele. (Nie, nie mówię o wszystkich!) Po pewnym czasie staje się to monotonne i wręcz zniechęcające. Napisawszy post o leniu książkowym, nie sądziłam, że tak trudno będzie mi skorzystać z moich własnych porad. Ostatnio nie chce mi się czytać. W ogóle. Do tej pory od początku roku udało mi się przebrnąć przez ok. 20 tytułów i piszę „przebrnąć”, bo te książki nie wpłynęły jakoś znacząco na mnie, ot zwykłe powiastki napisane przez pisarzy, którzy i tak zgapili pomysł z „Igrzysk Śmierci”.

Czepiam się Igrzysk Śmierci?

Co do Igrzysk… Nie chodzi mi o samą trylogię, lecz o inne książki tego typu. Muszę przyznać, że teraz tak naprawdę wszystko jest pisane w tym samym stylu, na ten sam temat, z góry można przewidzieć zakończenie. Na początku było ciekawie, ale z czasem ten sam schemat zaczął nudzić i przed wszystkim męczyć. Dodatkowo doszedł totalny brak czasu na czytanie, co totalnie spotęgowało moją chwilową niechęć do książek. Od dłuższego czasu nie mogę trafić po prostu na coś, co chwyciłoby mnie za serce albo choć odrobinę poruszyło. O lekturach nawet nie wspominam.

„Love Tanya” – mój książkowy ratunek

tb_lt_cover_frontJedyne na co mogę sobie ostatnio pozwolić to poradniki, książki ala połącz kropki i krótkie artykuły znalezione gdzieś w głębi Internetu. Po prostu nie mogę się skupić na dłuższych postapokaliptycznych powieściach, który z góry wiem i tak, jak się zakończą. Żeby nie zaniedbywać czytelniczej tradycji to niedawno sięgnęłam  po poradnik Tanyi Burr, pt. „Love Tanya”, brzmi… tanio, co nie? Biorąc pod uwagę, że moja niechęć do czytania ostatnio niebezpiecznie wzrosła to muszę przyznać, że ta książka była całkiem niezłym rozwiązaniem, bo zawiera mniej więcej podobne tematy do tych, o których chcę pisać na Barakudzie: podróże, nieco mody (ja sobie może ją odpuszczę akurat), ciekawe i zdrowe przepisy, fryzury i wiele innych, co skutecznie pozwoliło mi się nieco odmóżdżyć. Także książce mogę śmiało dać mocne 8 na 10. Na rynku jest to świeżaczek, ale gorąco polecam.

Dalej uważam, że czytanie jest „cool”

Ale oprócz tej książki nic w siebie nie mogę wcisnąć. Żeby nie było. Wcale nie uważam, że czytanie stało się „niefajne”. Po prostu brak czasu i dobrych pozycji w mojej biblioteczce nie pozwala mi na nic więcej.  A czytać na siłę nie ma sensu. Może się niektórym wydać wręcz paradoksalne, że parę/paręnaście postów temu sama pisałam jak się zabrać za czytanie jeśli nie ma się do tego totalnie weny i nastroju, a sama teraz zmieniam całą strukturę bloga, tylko dlatego, że nie chce (jestem zbyt zmęczona) mi się czytać. Ale to nie jest do końca tak. Na samym początku jeszcze przed recenzjami nie wiedziałam totalnie o czym będę pisać i że w ogóle będę pisać, namówiła mnie do tego moja siostra i akurat padło na temat książki, a co innego związanego z nimi można pisać jak nie recenzje.

Skąd pomysł na nową nazwę?

Pomysł na Barakuda Style przyszedł wraz z czasem kiedy nie było pomysłu na Wercenzentkę. Nie było weny, czasu i chęci, ale pisać chciałam. Tak wiem, bardzo logiczne to zdanie. Już od zawsze miałam jakąś żyłkę do tego i nie było sensu marnować czegoś, co warto było rozwijać. Co do czasu to dalej go nie ma zbyt wiele, ale kto prowadzi bloga ten wie, że o swojej pasji można pisać wieki. Sprawa się komplikuje kiedy tych zamiłowań się mnoży, a ty jesteś zobowiązany pisać tylko o jednej, nie da się tak. To tak jakby wybrać, którą czekoladę lubisz najbardziej, nie takie proste. Kiedy przechodziłam momenty krytyczne i chciała oficjalnie przestać pisać (na usunięcie bloga bym się nie zdecydowała) to do mojego umysłu wpadł mały chochlik i podsunął mi pomysł, że po co usuwać, skoro można nieco przemeblować? Przemyślałam wszystko o czym lubię mówić i później przelałam to na papier. Nie no żarcik. To wyrażenie po prostu zabawnie brzmi.

O czym jest Barakuda Style?

Co znajdziecie na Barakudzie, dowiecie się na bieżąco czytając wpisy, z resztą zakładki mówią same za siebie. Nie ma sensu więcej pisać o niczym, ten post to taki mini początek czegoś nowego. Nie obiecuję, ze posty będą pojawiały się pięć razy w tygodniu, bo to bez sensu, ale postaram się w miarę regularnie pisać i myślę, że przyjdzie mi to o wiele łatwiej.

Barakuda

P.s. Jeśli macie ochotę na coś w stylu „połącz kropki” albo „odstresowywujące kolorowanki” to możecie ogarnąć sobie „Trzy kolory„, jak pisze samo wydawnictwo „To pozycja obowiązkowa dla indywidualistów o artystycznym zacięciu w każdym wieku!”, także artyści wyjawcie się!

Reklamy

4 myśli nt. „Nowy początek, nie chce mi się czytać, Tanya Burr, nie tylko książki…

  1. też się kapnąłem, że naturalność to klucz. Co prawda krótko prowadzę bloga, ale narzuciłem sobie pewną formę, schemat i próbowałem pisać rzeczy na siłę. Po jakimś czasie po prostu te wpisy były nudne, nie trafiały w żadne emocje, ale przecież tak świetnie pasowały do mojego „stylu”. DUPA 😉 od kilku tygodni piszę, co mi się podoba i po statystykach widzę, że odzew jest lepszy.
    Pozdrawiam!

    Polubienie

  2. Ja do czytania mam cały czas chęci. Jak nie czytam to wydaje mi się, że brakuje mi słów podczas rozmowy. W tym roku muszę sięgnąć po klasykę, którą chociażby czytałam w liceum. Trochę mam dość po 2016 r. poradników. Tych jest ostatnio zresztą wysyp. Blogerzy wydają na potęgę książki, często o wątpliwej jakości. Mi się np. po książkę Tani Burr nie chce sięgać, wydaje mi się stratą czasu. Ale może po tym co napisałaś mylę się…

    Polubienie

    • Myślę, że jeśli szukasz czegoś bardziej hmm… wysublimowanego to faktycznie sięgnij po coś innego, to jest bardziej taki przyjemny odmóżdżacz, ale takie też czasem można przeczytać. Co do czytania… po prostu brakuje mi czasy ostatnio, siły też, wracam późno okropnie zmęczona i oczy już się same kleją, ale już opanowuje w miarę sytuację i parę książek pochłonęłam. 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s